O nas | Aktualnosci | Regulamin
Newsletter | Wyprawa
Brasław | Baranowicze | Dubno | Zwierzyniec | Dawidgródek | Wolczyn/Kamieniec Litewski
radzima.org | poehali.net | realbiker.ru | Rzeczpospolita.com | ski-team.pl | Sklep Podróznika
Sasza | Frołek | Dzidka
Bialorus jako taka
Forum Jürjüszi | Forum rowerowe poehali.net | Forum turystyczne poehali.net
III Wiosenny Rajd Jürjüszi | IV Jesienny Rajd Jürjüszi

 

25 maja 2002 13:00 Narocz
Hotel był paskudnym socrealistycznym betonowym blokiem usytuowanym w lasku na skraju jeziora. W ciemnym, sprawiającym wrażenie brudnego, hallu mieściła się recepcja. Pani recepcjonistka była bardzo uprzejma. Szczególnie kiedy miałem zamiar wymienić u niej dolary na ruble. Okazało się bowiem, że nie zna ona kursu. Powiedziłem jej więc ile płaciłem na granicy, a ona przyjęła to za dobrą monetę i po takim kursie wymieniła pieniądze. Nie przyszło jej do głowy, że mógłbym ją oszukać!!! Rowery zostawiliśmy pod opieką portiera podobnego do Charlesa Bukowskiego.
Pokoje były obskórne. Najwięcej do życzenia pozostawiała łazienka (jak zwykle we wszystkich krajach byłego ZSRR); brudna nie była ale nieodparcie sprawiała takie wrażenie - pożółkłe kafelki, ciemne fugi, słabe oświetlenie i ogólna żałość.
Rafał poszedł załatwić parking dla samochodu. Nie było to trudne. Wypił pół litra z miejscowymi kolesiami ubranymi w sportowe stroje ;) i sprawa była załatwiona.
Po rozpakowaniu co potrzebniejszych rzeczy (mieliśmy zamiar zostać tu 2 dni z uwagi na śmieszną cenę pokoju) postanowiliśmy ruszyć nad jezioro i wynająć łódź. Kosztowała ok. 2 zł za godzinę. Przejażdżka była bardzo przyjemna - piękne krajobrazy, krystalicznie czysta woda jeziora, pyszne piwo... Po powrocie do przystani ujrzeliśmy wielki statek - taki jak z filmu "Rejs". Postanowiliśmy skorzystać z oferowaneych na jego pokładzie usług. Niestety okazało się że statek pływa tylko w środy, a dziś jest weekend więc możemy zapomnieć. Załoga także ma prawo odpoczywać w weekend. Resztę dnia snuliśmy się po okolicy. Wieczór postanowiliśmy spędzić w hotelowej restauracji.
Okazała się ona miejscem schadzek raczej niż restauracją. Kelnerka patrzyła na nas ze zdziwieniem kiedy zamówiliśmy najdroższe potrawy i piwo. Tu nikt niczego nie zamawiał - ot drinka tylko dla panienki i to wszystko... Na realizację zamówienia czekaliśmy ponad 40 minut. Potrawy były bardzo smaczne, choć następnego dnia miałem lekkie "sensacje". Żołądek wyleczyłek około południa wlewając w siebie 2 butelki piwa Żigulowskoje.

26 maja 2002 Narocz
Rano w restauracji spotkaliśmy "opiekunów" naszego UAZ-a. Byli bardzo przyjacielscy - musieliśmy wypić z nimi po kilka kieliszków wódki do śniadania. Ten dzień spędziliśmy leniuchując na plaży. Nic ciekawego się nie działo.
Jezioro Narocz zwane dawniej Kresowym Morzem jest przepiękne i wielkie. Niegdyś w okolicy znajdowały się liczne kurorty. Ludzie przyjeżdżali tu nad nawiększe polskie jezioro.

27 maja 2002 Narocz 8:00
Wyjeżdżamy. Dzisiaj musimy zwiedzić Postawy. Planowany nocleg - Jezioro Bohińskie w Lesie Świętej Trójcy. Nazwa ta nie pochodzi bynajmniej od Ojca, Syna i Ducha Świętego. Świętą trójcą zwano bandę rozbójników grasujących w tej okolicy dawno temu. Początek drogi był raczej nudny. Biegła ona prze lasy i nic ciekawego nie odkryliśmy. Ale prwdziwe rarytasy czekały na nas już zaraz po przecięciu drogi krajowej na Połock. Rozpoczęła się tam szutrowa droga wiodąca przez biedne, acz ukwiecone i kolorowe wioski. Po kilkunastu kilometrach natrafiliśmy na tablice oznajmujące, że właśnie znajdujemy się w strefie nadgranicznej i że potrzebne są specjalne przepustki. Tych oczywiście nie posiadaliśmy, jednakże nie zraziła nas wizja spotkania z białoruską strażą graniczną. Przez dłuższy czas nic się nie działo. Niebawem jednak zauważyliśmy znaki ograniczenia prędkości a za nimi znak STOP. Obok stała ohydna zardzewiała buda zrobiona z połówki autobusu czy wagonu. Nagle zza niej wyskoczył uzbrojony żołnierz z okrzykiem - STOJ!!!
Zatrzymaliśmy rowery niezwłocznie i poddaliśmy się kontroli. Strażnicy byli nieco zdziwieni naszą obecnością w tym miejscu, ale nie robili nam żadnych problemów. Ot sprawdzili paszporty, spytali pobieżnie o plany i szczgóły naszej podróży i życzyli szerokiej drogi. Powiedzieliśmi im także, że niedługo powinien tędy przejeżdżać UAZ z naszymi kolegami ekwipunkiem. Żołnierze odrzekli, że nie ma problemu i przepuszczą UAZa bez zwłoki. Po kilkudziesięciu minutach pedałowania znaleźliśmy się w Postawach.

13:00 Postawy
Po lewej minęliśmy dawny pałac Tyzenhauzów - obecnie szpital miejski. Sprawiał schludne wrażnie. Chwilę później wyjechaliśmy na dawny rynek, przy którym ocalało kilka XVII-wiecznych budynków. Naprzeciwko nich znajdowała się okazała cerkiew. Nad samym placem jednak górował toporny pomnik W. I. Lenina spoglądającego gdzieś w dal, w świetlaną przyszłość ZSRR. Dosłownie kwadrans po nas nadjechali Rafał i Miłosz. Plan z rowerem i hasłem zadziałał. Rafał spotkał Miłosza kilka kilometrów za przejściem granicznym.
Zjedliśmy dość smaczny obiad w restauracji na rynku. Wystrój jej to typowy styl socrealistyczny: Wielka sala, podest na orkiestrę (ach, być tu na dancingu...), ze ścian wyskakują wielkie gipsowe konie. Umeblowanie w zgrzebnym, prymitywistyczno-ludowym stylu nawiązującym do białoruskiej sztuki ludowej, aczkolwiek widać wyraźną aberrację w kierunku realnego socjalizmu.
Musimy ruszać. Przed nami jeszcze nieco drogi do planowanego miejsca noclegu. UAZ ma ruszyć przodem i odnaleźć jezioro, które, jak wynika z mapy, nie leży przy żadnej większej drodze. Obawiamy się, że czeka nas przeprwaw przez leśne dukty. Kilkanaście kilomatrów za miastem asfalt kończy się i poruszamy się ociężale po grząskim piasku przez kilkanaście kilometrów. Zaczyna padać, ale to nawet dobrze. Po prawej stronie na wysokości miejscowości Kurapole dostrzegamy ogromne cmentaryzsko sprzętu rolniczego położone na terenie opuszczonego kołchozu. Obszar pokryty żelastwem jest ogromny. Jest cicho, pusto i dziko. Za kolejnym wzniesieniem adnajdujemy wieś, za którą mamy opuścić główną drogę i zjechać w polną przed mostem. Tak też robimy. W wilkotnym piasku z łatwością identyfikujemy ślady opon UAZa (tu raczej nikt ostatnio nie jechał na Dunlopach Qualifyerach) nie mamy jednak łączności z załogą wozu technicznego gdyż w tych terenach nie ma zasięgu. Przez lasy poprzecinane strumieniami jedziemy około godziny. aby w końcu dojechać do wsi położonej nad jeziorem Bohińskim. Jest UAZ!!!. Obozujemy na brzegu. Zapowiada się deszczowa noc i wieczorem bardzo się ochłodziło.

28 maja 2002, poranek Jezioro Bohińskie

Jest potwornie zimno i cały czas kropi deszcz. Na szczęście nad horyzontem zarysowała się cienka czerwonawa linia, przez którą przeświecało czerwone słońce. Czyżby koniec frontu? Tak. Już po kilku godzinach niebo było bezchmurne, a słońce grzało niemiłosiernie. Był to najgorętszy dzień naszej wycieczki. Po śniadaniu i zebraniu namiotów, ruzyliśmy szutrową drogą przez wzgórza w kierunku Opsy. Po drodze zatrzymaliśmy się w sporej wsi o nazwie Daljokaja, gdzie byliśmy świadkami apelu na zakończenie roku szkolengo. Po uroczystości dzieci złożyli kwiaty pod pominkiem bohatera Wielkiej Wojny Ojczyźnienej i tłum udał się do sklepu, w którym właśnie jedliśmy i piliśmy pyszną lemoniadę Buratino. Wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie, dzieci oglądały rowery a babcie płakały wspominając coś o swoich przedwojennej przeszłości. Odjeżdżając, obejrzawszy się przez ramię widziałem tłumek machający do nas na pożegnanie. Był to niezwykle miły akcent. To wydarzenie sprawiło, że zawsze z przyjemnością wracam na Białoruś i stało się dla mnie ikoną przedstawiającą Białorusina.
Opsa była dla nas tylko przystankiem. Nie wiem jak to się stało, ale na śmierć zapomnieliśmy o pałacu Platerów, który się tam znajduje i nie zobaczyliśmy go. Dzięki uprzejmości serwisu radzima.org i jego fotografa p. Konstantina Szostowskiego, zamieszczamy fotkę przedstawiającą pozostałości tej pięknej rezydencji. W sklepie na małym trójkątnym ryneczku zjedliśmy lody. W sklepiku mówi się po polsku. Droga z Opsy do Brasławia jest nudna i wyczerpująca. Nie oferuje żadnych widoków, gdyż po obu jej stronach ciągną się w nieskończoność kołchozy. Sama droga w dodatku pnie się cały czas delikatnie pod górę i jest na niej znacznie więcej długich, łagodnych podjazdów niż relaksujących zjazdów. Kilka kilometrów przed Brasławiem, po prawej sronie, na górce w lesie, znajduje się stary cmentarzyk. Są na nim liczne polskie groby. Ciekawą cechą jest to, że litery N i S na nagrobkach, są wyryte tak, jakby były odbite w lustrze. Ponieważ zbliżała się pora obiadu ruszyliśmy w kierunky miasta.

<< Strona 1